Książka miałaby większe szanse

Film pod tytułem „Blair Witch Project” zrobił furorę na przełomie lat 1999/2000, ale dziś niewielu go już pamięta. Ci, którzy rozpoznają tytuł zazwyczaj mają złą opinie o tej produkcji, nie ma się czemu dziwić, nie jest to niestety film, który jest w stanie na zawsze zagościć w kanonie najbardziej zacnych filmów światowej kinetografii.W tym miejscu wielu się zastanawia, jakby było, gdyby „Blair Witch Project” był zupełnie innym produktem. Może o tym samym tytule idei, ale sprzedany w innej formie, na plan pierwszy wysuwa się tutaj książka. Wielce prawdopodobne, że okazała by się książka bestsellerem, o ile byłaby napisana lekkim i przystępnym językiem. Bo oczywiście sam pomysł jest warty uwagi, ale sam w film już niekoniecznie. Miał swoje pięć minut, ale kiedy dziś o tym rozpamiętujemy, to najczęściej żałujemy, że oglądaliśmy go w kinie i straciliśmy na to pieniądze. Nieduże bo nieduże, ale zawsze. Na pewno „Blair Witch Project” nie zasługiwał i wciąż nie zasługuje na to, by ponieść jakiekolwiek koszta w związku z przymusem jego oglądania. Ale w tym wypadku marketing wyraźnie zrobił swoje.Teraz już za późno, by ten projekt sprzedać w innej postaci. Jest film zatytułowany „Blair Witch Project” i na tym trzeba poprzestać. Teraz książka oparta na tym pomyśle by się już nie sprzedała, bowiem temat i tytuł już zbyt bardzo obrzydł maniakom dobrego filmu, a to właśnie fani kina najczęściej sięgają po literaturę tego typu. Dwa razy tego samego na pewno nie kupią.